Jaka jest SZKOŁA W AUSTRALII?

Jaka jest SZKOŁA W AUSTRALII?

 

Kiedyś rozmawiałam z pewną nauczycielką w polskiej szkole, której opowiedziałam kilka przykładów różnic między polską, a australijską szkołą. Powiedziała tylko: „oj, jak ja bym tak chciała móc pracować z dziećmi”.  

Brak pracy domowej? Obowiązkowo dużo czasu na świeżym powietrzu? Obowiązkowo długie przerwy i owoce oraz warzywa każdego dnia???

To jeszcze nic. Bo wiele innych niezwykle ciekawych różnic między naszymi szkołami – opowiedziane przez młodych Europejczyków, którzy mieli przyjemność uczyć się w Australii – to jest dopiero to! Ja jestem pod wrażeniem i niezwykle zaskoczona tym, co chłopcy mi opowiedzieli podczas wywiadu.

Przeczytajcie koniecznie!!!

WYWIAD Z OLGIERDEM I HUBERTEM O ICH WRAŻENIACH Z AUSTRALIJSKIEJ SZKOŁY

 

ikiki.pl: Cześć chłopaki. Bardzo dziękuję, że zgodziliście się pogadać ze mną i opowiedzieć o Waszych przeżyciach i opiniach na temat szkoły w Australii. Na początek chcę zapytać, jak się czujecie teraz, gdy jesteście znów  w polskiej szkole i zbliża się upragniony koniec roku szkolnego?

Olo: Bardzo fajnie. Przez cały rok nie pamiętam ani jednego tygodnia bez klasówki lub kartkówki. Teraz jest jeszcze gorzej, bo doszły poprawy, więc wszystko skumulowało się. Nie mogę się doczekać wakacji…

Hubert: Ja się cieszę, że nie będę już musiał niedługo chodzić do szkoły, a jednocześnie jest mi smutno, bo nie będę mógł widzieć się i bawić z kolegami, bo w wakacje to trudniejsze. Klasówek nie mam już jakoś za dużo, ostatnio miałem klasówkę i kartkówkę z języka polskiego.

ikiki.pl:  Mieliście przyjemność uczyć się w szkole australijskiej. Podobno są tam zupełnie inne numeracje klas – jak to było w waszym przypadku? do których klas trafiliście?

jaka jest szkoła w australii_blog ikiki.plOlo: Gdy przeprowadziliśmy się do Australii miałem 12 lat i skończyłem pierwszy semestr piątej klasy. W Australii trafiłem do klasy siódmej. Potem poszedłem do high school. W Australii jest tak: najpierw jest klasa tak zwana Prep (od słowa preparation – przygotowanie), potem są klasy 1-3, które są jakby zerówką. Następnie jest podstawówka (primary school) a w niej klasy od 4 do 6 (ja byłem ostatnim rocznikiem, gdy była w podstawówce jeszcze klasa 7., potem jakby przesunięto ją do high school). Dalej jest high school do klasy 12.

Hubert: A ja miełem 7 lat i skończyłem pierwszy semestr klasy pierwszej w Polsce, gdy trafiłem do szkoły w Australii. Poszedłem tam od razu do 3. klasy.

ikiki.pl: Jakie były dla Was najbardziej  szokujące różnice między szkołą polską a szkołą australijską?

jaka jest szkola w australii_blog ikiki.plHubert: Najbardziej szokujący był brak książek. Może było ich w sumie parę, ale nie musieliśmy ich nosić. Poza tym u mnie obowiązkowe były ipady, a jeśli ktoś nie miał, to szkoła na czas lekcji wypożyczała uczniowi takiego ipada. Za to jak ktoś miał swojego, to musiał sporo zainwestować we wszystkie aplikacje szkolne.

Olo: Tak, nie było podręczników, były tylko zeszyty, gdyż wszystkie materiały z książek nauczyciele wyświetlali na tablicach interaktywnych. Można było mieć ipada z        e-bookami oraz jako pomoc naukową. I każdy uczeń miał do swojej dyspozycji sporą szafkę w szkole.

Hubert: Jeszcze apele. Apele były dwa razy w tygodniu: w poniedziałki i czwartki. Każdy apel zaczynał się odśpiewaniem hymnu. I jeszcze było tak, że gdy pani dyrektor chciała, żeby wszyscy ucichli, podnosiła do góry rękę. Wtedy wszystkie dzieci miały też podnieść rękę i robiło się cicho.

Olo: U mnie apele były w poniedziałki i w piątki. Na apelach przekazywano nam różne informacje organizacyjne. Kolejną rzeczą były obowiązkowe szczepienia: wykonywano je w szkole, płaciła za nie szkoła. Do szkoły po prostu przyjeżdżały pielęgniarki ze szpitali. Poza tym lekcje zawsze zaczynały się o godzinie 9. a kończyły zawsze o godzinie 15.

Hubert: Lekcje zawsze trwały 6 godzin. Do tego były 3 przerwy: pierwsza przerwa owocowa, tzw. „fruit break” – a owoce były obowiązkowe, trzeba je było przynosić do szkoły codziennie. I ta przerwa trwała dziesięć minut. Potem była druga 45 minutowa na lunch i zabawy, a na koniec trzecia na zabawy, która trwała chyba godzinę. I w ogóle nie było przerw między poszczególnymi lekcjami, tylko na przykład było parę lekcji i długa przerwa. Potem znów parę lekcji i długa przerwa. Wszystkie przerwy spędzaliśmy na świeżym powietrzu.

Olo: Tak. Nauczyciele przychodzili do sal lekcyjnych, nie musieliśmy zmieniać sal, gdy była nowa lekcja. A jeśli chodzi o przerwy to bywało tak czasem, że trochę  przerwy nam psuły zwierzęta, które sobie wchodziły na teren placu szkoły. Były to na przykład małe kangury albo węże, albo jeże lub possumy. Czasem też zdarzało się, że ktoś znajdował zdechłe zwierzątko i wówczas nas wypraszano, żeby posprzątać.

No i główna różnica: brak klasówek, brak kartkówek i brak codziennych prac domowych oraz ocen.

ikiki.pl: Opowiedzcie proszę, jak wyglądał taki jeden zwykły dzień w szkole australijskiej.

Olo: Wstawałem, jadłem śniadanie, ubierałem się i szedłem do szkoły. Do high school jechałem busem bądź rowerem, bo była dalej. Szkoła zaczynała się o godz. 9, przebiegały rożne lekcje i przerwy, graliśmy w różne gry i o godzinie 15 był koniec. Nie było żadnych kartkówek i sprawdzianów, tego w ogóle nie ma w szkole australijskiej. Po prostu szło się do szkoły, uczyło się i kończyło. Potem już mieliśmy czas dla siebie. Nie musieliśmy też – jak w Polsce – uczyć się w domu do żadnych klasówek, ani odrabiać lekcji, bo tam wszystko robi się w szkole. Szło się do parku, do sklepu, ja chodziłem czasem z kolegą na boisko lub na lody.

Hubert: Jeśli chodzi o mój dzień, to się troszeczkę różnił od dnia Olgierda, bo ja jeszcze wstawałem wcześniej, żeby pooglądać bajki. Czyli ja wstawałem o 7:30, a Olo o 8:00. Potem Olo robił nam kakao i chrupki na mleku, ubieraliśmy się i wychodziliśmy do szkoły. Ubieraliśmy się w mundurki i taki specjalny kapelusz, bo to było obowiązkowe.

jaka jest szkola w australii_blog ikiki.plOlo: O, a u mnie w szkole, jeśli nie wzięło się czapki, to trzeba było pójść do dyrekcji po przepustkę. Bo bez czapki nie wolno było przebywać na dworze, a żeby zostać w budynku szkoły, potrzebna była przepustka.

jaka jest szkola w australii_blog ikiki.pl

 

Hubert: Na przerwach zwykle graliśmy w hand balla (o grach australijskich będzie oddzielny materiał!) I można było posiedzieć sobie na terenie szkoły po lekcjach i na przykład w coś pograć do godziny .17, ale to nie było jak nasza świetlica. Po prostu wolno było sobie zostać i bawić się tam, korzystać z terenu.

ikiki.pl: A co było najfajniejsze w szkole australijskiej?

Olo: Wszystko! Poza mundurkami… Jeszcze te w siódmej klasie były do zniesienia, bo były to koszulki i spodenki sportowe. Ale w high school nosiło się bardziej eleganckie mundurki, które składały się z : białej koszuli, krawata i takich krótkich eleganckich spodenek zaprasowanych w kant. Raz w mieisącu był taki dzień, kiedy można było założyć co się chciało :).

I najfajniejszy był brak sprawdzianów oraz to, że nie było prac domowych jak w Polsce – praca domowa dawana nam było tylko raz w tygodniu, zawsze w środy i miało się aż tydzień na jej zrobienie i było to zwykle kilka zadań – niedużo. A jeśli się nie zrobiło, dostawało się kolejny tydzień. Nie było ocen, nie było nagan. Oceniano nas na koniec każdego tzw. „termu” i były tam wtedy oceny typu „A’, „B”, „C” oraz opisowe: za zaangażowanie w pracę i wysiłek na danej lekcji oraz za zachowanie.

jaka jest szkola w australii_blog ikiki.pl

Hubert: Dla mnie wszystko było najfajniejsze! No, może przerwy mogły być jeszcze dłuższe:).

ikiki.pl: Czy mieliście jakieś wycieczki, wyjazdy klasowe? Jakieś wyjścia?

Hubert: Akurat tego nie było. My mieliśmy tylko wyjścia na basen, ale to było w ramach lekcji wf. Jedynym wyjazdem była zielona szkoła i u nas był to wyjazd na 3 dni. No i były dyskoteki, ale to szkolne.

Olo: A u mnie zielona szkoła trwała pięć dni. I też innych wyjść nie mieliśmy. Sama szkoła w swoim zakresie organizowała dosyć dużo atrakcji, były na przykład takie fajne kiermasze, na których wystawiane były rożnego rodzaju produkty lub przedmioty, które można było kupić. Albo był kiermasz „wszystko za $5”. Były też mecze. Ja należałem do szkolnej reprezentacji piłki nożnej i jeździłem na mecze, które odbywały się czasem w trakcie lekcji a czasem po lekcjach. Weekendy zawsze były wolne.

ikiki.pl: Czy mieliście jakieś ulubione przedmioty i jakie były przedmioty w szkole australijskiej?

Olo: Ja najbardziej lubiłem wf i „reading”. Na wf-ie, poza zwykłymi sportami, znanymi w polskiej szkole, mieliśmy np. strzelanie z łuku i rzut oszczepem, biegi ekstremalne na 10 km. I w ogóle tam wf wyglądał zupełnie inaczej, bardzo lubiłem te zajęcia. A reading polegał na tym, że ze szkolnej biblioteki wypożyczało się książkę, jaką się chciało i potem w sali siadało się na wygodnych, miękkich pufach, gdzie była godzina na czytanie. To było coś podobnego do naszych lektur, ale nie było z tego sprawdzianów ani ocen, choć były testy, które każdy mógł wykonać na komputerze. Bo każda klasa w szkole australijskiej jest wyposażona w komputery. Taki test pokazywał w jakim stopniu zrozumiało się daną książkę, ale był to test dla samego siebie.

Hubert: Tak. A u mnie jeszcze dodatkowo było tak, że na każdej książce była naklejka w jakimś kolorze. I ten kolor oznaczał stopień trudności. Jak się przeczytało już wybraną książkę, robiło się testy online. Za dobrze wykonany test przyznawane były medale. Pani drukowała nam kartki z informacją o zdobytym medalu, na przykład srebrnym lub złotym,  a to sugerowało, że następna książka może być już z wyższego poziomu trudności.

Ja lubiłem też bardzo informatykę i angielski oraz matematykę, bo w Australii był bardzo fajny sposób na utrwalanie materiału, a polegało to na robieniu bardzo fajnych zadań i testów na komputerze. Za to też zbierało się medale.

I lubiłem wf, bo było tak, że dwa termy to był wf na terenie szkoły, a dwa termy to był basen – i ja bardzo lubiłem, gdy jeździliśmy na basen.

Olo: Lubiłem też informatykę, bo w odróżnieniu od naszych polskich lekcji, które uczą tego, co już właściwie dzieci wiedzą, tam uczyli nas programowania, pisania szybkiego, albo bez patrzenia na klawiaturę, pisania gier. Albo na przykład plastyka jest w Australijskiej szkole połączona z techniką i taka lekcja nazywa się „arts”. Wykonywaliśmy różne prace z gliny, albo dostawaliśmy pieniek i rzeźbiliśmy w drewnie.

ikiki.pl: A słuchajcie – jeszcze jedno mnie intryguje: a mianowicie jak to było z językami obcymi?

jaka jest szkola w australii_blog ikiki.plOlo: Ja miałem do wyboru francuski, hiszpański, chiński i japoński. I wybrałem japoński, bo mi się wydawał najfajniejszy. Na początku był nieco trudny, ale potem okazało się, że jest łatwy, a na pewno łatwiejszy od polskiego, bo nie ma tam gramatyki.

jaka jest szkola w australii_blog ikiki.pl jaka jest szkola w australii_blog ikiki.pl jaka jest szkola w australii_blog ikiki.pl

 

Hubert: Ja też miałem język japoński, ale nie mieliśmy chyba wyboru. I ja akurat miałem w ogóle trochę łatwiej, bo siedziałem z kolegą, który był Japończykiem (hihihi). A pani zawsze mówiła: jak sobie nie dajesz rady, to ściągaj od niego (no i tu znów śmiech:)).

ikiki.pl: Interesuje mnie jeszcze droga kontaktu nauczycieli z rodzicami – czy były dzienniki elektroniczne? 

Olo: Nie było takich dzienników. Nauczyciel przekazywał informację nam, ewentualnie przesyłał sms’a. Były też zebrania z rodzicami, chyba jedno na term, i tam wyznaczony krótki czas na omówienie najważniejszych rzeczy. Nie omawiano stopni, bo ich nie było. Wszystko było bardzo sprawne i nie sprawiało kłopotu ani nieprzyjemności rodzicom. Każdy rodzic miał wyznaczone swoje 15 minut, na wielkiej ścianie odliczał się czas, jak zadzwonił dzwonek to następni rodzice podchodzili do właściwego stolika. A tych stolików było kilkanaście chyba na wielkiej sali gimnastycznej.

ikiki.pl: Okres wakacji przypada w Australii na zimę – jak to jest mieć wakacje zimą?

Olo: Bez większej różnicy. Latem temperatury rosły do 40 stopni. Zimą tylko w nocy i rano było chłodno, w dzień było cieplutko i fajnie. Na noc przydawały się takie kaloryferki na prąd.

Hubert: Ja też nie widziałem żadnej różnicy. Rano, gdy się budziłem, było na tyle zimno, że siedziałem sobie pod kołdrą, ale potem robiło mi się gorąco.

ikiki.pl: Jeśli moglibyście przenieść coś ze szkoły australijskiej do polskiej, to co by to było?

Hubiś: Wszystko! Poza tym, żeby nie trzeba było chodzić w mundurkach, bo w Australii niezależnie od pogody trzeba było chodzić zawsze w tym samym mundurku. A jak było chłodno, to można było najwyżej dokupić sweter i to też do kompletu, czyli w barwach szkoły (taki szkolny sweterek).

Olo: Wszystko bym przeniósł, poza mundurkami oczywiście 🙂

ikiki.pl: Czy na koniec chcielibyście coś dodać od siebie?

jaka jest szkola w australii_blog ikiki.plOlo: Na koniec roku szkolnego dostaliśmy koszulki z listą wszystkich dzieci z roku. I mam też taką koszulkę z podpisami kolegów, koleżanek i nauczycieli. Dostałem też piłkę do rugby. To są super pamiątki. Jak kończyłem podstawówkę, to odmalowano kontury wszystkich siódmoklasistów na murze szkoły. To taka tradycja, co roku ostatnia klasa pojawia się na murze.

jaka jest szkoła w australii_blog ikiki.pl
koszulka pamiątkowa Olgierda

 

 

 

 

 

 

 

 


jaka jest szkola w australii_blog ikiki.pl

Hubiś: A mi się najbardziej podobało, że na koniec roku były zawody i można było wygrać nagrodę. I też mam taką koszulkę:).

jaka jest szkola w australii_blog ikiki.pl

 

ikiki.pl: Muszę wam powiedzieć, że jestem zaszokowana i zafascynowana tymi wszystkimi opowieściami i przykładami. Dziękuję Wam bardzo serdecznie i coś czuję, że na tym nie koniec;-). Następny materiał zrobimy o niezwykłych grach sportowych australijskiej szkoły :).

Olo i Hubert: OK. Dziękujemy!

 

 

2 odpowiedzi do “Jaka jest SZKOŁA W AUSTRALII?”

  1. Fascynujące! Dzieci z uwielbieniem mówią o szkole. Dlaczego w Polsce jest taki rygor, strach i niechęć. A może nauczyciele mają zu duże ambicje no i program za ambitny dla maluchów? Coś w tym jest. A czy w ogóle ktoś zastanawiał się, dlaczego nasze dzieci nue przepadają za szkołą? Chłopaki : Olo i Hubert, opowiedzieliscie wspaniałe rzeczy, a przede wszystkim z opowieści bije fascynacja szkołą i widać, że uczeszczaliscie tam z wielką radością. Żeby tak u nas….

    1. To prawda – w tym wywiadzie słychać wyraźnie, że chłopcy uwielbiali chodzić do szkoły i uczyć się… niemal dziwne, a jednak 🙂 Czyli możliwe!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.